Ahoj! Jak tam mija u was początek jesieni? Śląsk raczy nas przeplatanką ciepłych, słonecznych dni z mglistymi i deszczowymi. W dzisiejszy, pochmurny dzień chciałam podzielić się z wami albumem, który przygotowałam dla mamy z okazji jej urodzin.
Album jest raczej mały i oszczędny. Bazowałam na kartach 4" x 6" do Project Life, czyli o wymiarze standardowego zdjęcia (10 x 15 cm). Tym razem zamiast szyć strony połączyłam całość za pomocą kółek metalowych. Jest to prostszy sposób ale strony bardziej latają na boki.
Do środka użyłam zdjęć mamy samej oraz naszych wspólnych. Przed wywołaniem przygotowałam kolaże zdjęć w picassie - po 2 zdjęcia na jedną odbitkę. Dzięki temu zaoszczędziła na wydrukach oraz mogłam wykorzystać śliczne tła z kart. Dodatkowy frędzelek zrobiłam ze wstążek.
Zapraszam was teraz do obejrzenia paru stron z albumu :)
Jak się podobał? Mojej mamie bardzo! :)
Zostawiam was z Jetami i jesiennym wieczorem. Trzymajcie się ciepło i do następnego!
Ahoj! Jak tam minęły wakacje? :) U mnie całkiem nieźle. W zasadzie połowę wakacji spędziłam pod namiotem - obóz harcerski oraz tygodniowy wyjazd rodzinny na Podlasie (rety jak tam jest pięknie!). Właśnie ten drugi wyjazd zainspirował mnie do dzisiejszego posta ... zaczynamy! :) (rety jak ja dawno nie pisałam nic tutaj, aż trochę się stresuję)
Pewnie nie wiecie ale jestem wielkim miłośnikiem pocztówek. Od drugiej liceum zbieram i zachowuję wszelkie możliwe pocztówki - widokówki, które wpadną mi w ręce. Często też marudzę rodzicom, znajomym i chłopakowi, żeby jak gdzieś są to przywieźli mi chociaż jedną widokówkę. Dodatkowo pochodzę z rodziny z tradycjami wysyłania kartek i pocztówek na wszystkie okazje jakie natrafiają się w ciągu roku. Często po wakacjach wracam do domu ze stosikiem kartek "dla mnie" i "dla przyjaciół do rozdania".
W tym roku mój stosik jest wyjątkowo duży (a i tak parę kartek już wysłałam podczas wyjazdu). Dla przyjaciółek starałam się zrobić coś ekstra specjalnego ... właśnie dlatego postanowiłam zrobić swoje własne pocztówki akwarelowe.
Jakiś czas przed wyjazdem miałam kolanowy zabieg co przykuło mnie do stołu na kilka dni dzięki czemu wyciągnęłam taty akwarele i poświęciłam całe dwa dni na zabawę. Akwarele wciągnęły mnie maksa dlatego pakując się na wyjazd pod namiot postanowiłam zabrać ze sobą kredki wodne, pędzle i specjalny grubszy blok do akwareli.
W ciągu dnia fotografowałam wszystko możliwe co się da - zarówno aparatem jak i telefonem (szerszy kąt miałam w telefonie niż w aparacie, tak to jest jak się zostawia obiektyw kitowy w domu a ze sobą bierze tylko portretówkę i teleobiektyw). Kiedy mieliśmy chwilę przerwy wyciągałam blok i szkicowałam ze zdjęcia. Czasami też kolorowałam już w ciągu dnia, żeby wieczorem po kolacji móc nalać sobie do kubeczka wody i za pomocą mokrego pędzla rozmywać pigment po kartce.
Na zdjęciu powyżej widać meczet w Kruszynianach. Niestety dotarliśmy do niego późnym popołudniem i słońce nie było już od tej strony co bym sobie zapragnęła. Poprawić oświetlenie udało mi się jednak na rysunku :)
Pro tip: Przed rozpoczęciem rysowania zaznaczcie sobie delikatnie ołówkiem obrys koperty. Tej kartki niestety nie udało mi się wysłać ponieważ wymiary ustawiłam sobie na oko i przeliczyłam się - kartka wyszła za szeroka i nie zmieściła się do żadnej koperty. Będę musiała dostarczyć ją ręcznie.
Ta kartka była malowana z pamięci i bez problemu weszła w kopertę toteż albo pędzi z pocztą przez Polskę albo leży już szczęśliwie u przyjaciółki (nie dała znać, więc nie wiem :p)
Pro tip 2: uważajcie w jaki sposób kolorujecie - kreski postawione już na papierze pomimo rozpuszczenia pigmentu w wodzie są widoczne i nie da się ich rozmyć do końca. Może to być zarówno wada jak i zaleta. Dzięki temu z łatwością pokazałam deski w meczecie. Problem zaczyna się przy miękkich powierzchniach bez krawędzi, np. niebo. Z tym problemem poradziłam sobie rysując mocną niebieską kreskę i rozmywam ją w dół - wygląda to bardzo naturalnie.
Pro tip 2.1: Kiedy chcemy uzyskać bardzo delikatne plamy bez krawędzi z kredki namoczony pędzel przykładamy bezpośrednio do rysika kredki, rozpuszczamy odrobinę farby i malujemy jak akwarelą. Uwaga: po takim zabiegu rysować ponownie kredką można dopiero po dokładnym wyschnięciu jej i zatemperowaniu.
O kartkach to by było na tyle. Mam nadzieję, że kogoś zainspirowałam i spróbuje swoich sił na najbliższym wyjeździe - weekendy zapowiadają się ładne póki co więc zwiedzajmy i podróżujmy ile się da! Poniżej podrzucam Wam jeszcze zajawkę z mojej dwudniowej randki z pędzlem, wodą i farbami, oraz kilka zdjęć z Białowieży. Gorąco polecam się tam wybrać!
Ostatnio cudowny głos MØ nie chce wyjść z mojej głowy dlatego zarażam również Was. Trzymajcie się ciepło i łapcie ostatnie chwile lata! :)
Ahoj! Wiosna już się kończy to też zaczyna się sezon ślubny :) Dzisiaj chciałam Wam pokazać pierwsze tegoroczne kartki wykonane na zamówienie.
Jako bazę wykorzystałam papiery z kolekcji Lemoncraft "Nie zapomnij mnie", które to udało mi się kupić na swoim pierwszym w życiu scrapowym zlocie - Papiorzanym Combrze w Katowicach. (Tutaj powinno pojawić się kilka zdjęć ze zlotu ale byłam tak zaaferowana wszystkim innym, że nie zrobiłam ani jednego :c )
Z białą farbą wykorzystaną na kartkach wiąże się pewna anegdotka... Mieszkając to w domu, to w akademiku często zdarza mi się mieć połowę narzędzi w jednym miejscu, a drugą połowę w drugim. Niestety ciężko jest to kontrolować. I tak szczęśliwa i pełna zapału spakowałam się do akademika z papierami, już poklejonymi kwiatami, tekturkami itd. Zapomniałam na śmierć, że przecież malarstwo skończyliśmy na studiach rok wcześniej i niestety zarówno ja, jak i moi znajomi z roku nie posiadali ani skrawka białej farby akrylowej w tubce. Jednak... moi uluieni koledzy z zaprzyjaźnionego pokoju malowali swoje gniazdko pół roku wcześniej i mieli jeszcze ogromne opakowanie białej farby do ścian. W zasadzie też akryl... :p Przerzuciłam trochę na denko od słoika i poradziłam sobie jakoś. :)
Która kartka Wam się najbardziej podoba? Mi chyba najbardziej ta pierwsza. Lecę zdawać sesję, poprawiać portfolio i uzupełniać swój album kieszonkowy. :) Trzymajcie się ciepło i łapcie Fisza, który ostatnio nie chce wyjść z mojej głowy!
Ahoj! Jak tam mija Wam ostatnie tchnienie zimy? U nas na śląsku jest różnie- temperatura szaleje między 0 a 10 stopniami Celsjusza. Z utęsknieniem czekam kiedy będę mogła w końcu wbić się w lżejszą kurtkę :)
Mnie życie ostatnio nie rozpieszcza i znowu byłam przybita do łóżka na jakiś czas. Jednak jak mawia przysłowie nie ma tego złego ... co by na craftowanie nie wyszło :p
Ci co obserwują mojego instagrama z pewnością zauważyli, że wpadłam w szał twórczy, co można było wywnioskować z poniższego zdjęcia. Jest to mój lutowy tydzień w pigułce. Ale po kolei ...
Co bardziej spostrzegawczy mogli zauważyć w zeszłym roku, że miałam operację na kolano. Niestety czasem tak bywa, że jedna operacja nie starcza więc w tym roku miała drugą. Nauczona już ostatnimi doświadczeniami uznałam, że jak znowu będę musiała korzystać z laptopa stojącego obok łóżka na taborecie to mnie szlag trafi od tego wykręcania się. Zapytałam więc mojego chłopaka czy nie byłby mi wstanie sklecić takiego stoliczka kawowego do postawienia na łóżeczko żebym mogła swobodnie korzystać ze swojego sprzętu. W międzyczasie umówiliśmy się, że zrobię dla jego kobiet w rodzinie kartki z okazji 8 marca. W końcu jakoś tak wyszło, że te kartki były jakby opłatą za wykonany stolik. No ale powiedzcie sami czy nie jest on śliczny?! c:
Okazuje się, że stolik do robienia kartek jest naprawdę idealny. Jak już dostałam taki cudowny mebelek to nie pozostało mi nic innego jak wziąć się do roboty! ;)
Na wstępie chciałam zaznaczyć, że tworząc różyczki korzystałam z tego cudownego tutorialu. Użyte papiery to zestaw K and Company - Blue Awning Collection oraz We R Memory Keepers - Wildflower (no i zestaw papierów kupionych miliony lat temu w Empiku, które nie mam zielonego pojęcia jak się nazywały). Do napisów wykorzystałam font Debby.
Pierwsze dwie kartki są raczej klasyczne. Moje kartki wychodzą mi coraz to lepsze i bogate ale do moich kartkowych guru jeszcze trochę mi brakuje. Tutaj nie używałam żadnych mgiełek ani tuszy głównie dlatego, że jednak mój stolik niestety ma pewne ograniczenia wielkościowe no i nie chciałam go zabrudzić!
Kolejne dwie kartki są już zdecydowanie mniej klasyczne i bardziej kolorowe dlatego były przeznaczone dla sióstr mojego zleceniodawcy :p W kolekcji Wildflower zakochałam się bez pamięci. Kompletnie przepadłam. Już żałuję, że nie kupiłam ich więcej. No ale sami przyznajcie ... te motylki na pierwszej kartce i kwiatki na drugiej ... cudo!
Jak już rozłożyłam się z całym sprzętem kartkowym przyjęłam też rodzinne zlecenia. Urodziny babci? Nie ma problemu. Kartka wielkanocna? Już robię! ;)
Tym razem chciałam jednak trochę poszaleć, bo pearl misty mam od bardzo dawna a prawie w ogóle ich nie używam. Znalazłam plastikowy pojemnik na kwiaty i do niego trochę napsikałam swoją czerwoną mgiełką. Wycięte wcześniej kształty pomoczyłam krawędziami w mgiełce a następnie potraktowałam wodą. Dzięki temu uzyskałam delikatny gradient. Efekt bardzo mi się podoba ale oceńcie sami :)
Ostatnia kartka to wielkanocna zabawa w wycinanie listķów nożyczkami i jajek puncherem.
Na dziś to już wszystkie moje kartki. Mam nadzieję, że się podobają i może zainspirują Was też do zrobienia swoich.
Ten semestr zapowiada się dosyć spokojnie także mam nadzieję, że będę miała więcej czasu na prowadzenie bloga :) Póki co żegnam się i zostawiam Was z moim ukochanym coverem Get Lucky :)
Ahoj! Jak dajecie sobie radę z jesienią? U nas ostatnio ciągle pada i jest zimno. Ciśnienie jest niskie co sprawia, że najchętniej leżałabym cały czas w łóżku ... (a zajęcia na 8:15, brrrrr...). W taki właśnie kolejny bury dzień przybywam do was z moim albumem wykonanym gdzieś pomiędzy jednym autocadowaniem a drugim w czasie wakacji (nie polecam zostawiać sobie projektów na wrzesień, naprawdę nie polecam).
Tego lata udało się nam zaatakować polskie morze. Pomimo temperatury wody naprawdę lubię nasz Bałtyk C: Ten szum fal ... śliczny piasek... miliony muszelek i jak wszędzie dobre kebaby. (Będąc cały tydzień nad morzem nie jedliśmy rybki ani razu ze względu na studencki, ograniczony budżet)
MATERIAŁY
W albumach fotograficznych oczywiście podstawą są zdjęciaoraz wszelkie drobne pamiątki, bilety, kartki itd. (w szczególności jeżeli nasza praca ma dotyczyć jakiegoś wydarzenia / podróży). Dla mnie podstawowymi elementami były fotografie wydrukowane w sklepie fotograficznym 10x15 cm oraz mniejsze przygotowane na komputerze w formie pdf'a i wydrukowane na domowej drukarce. Dzięki temu mogłam przygotować rozkładane panoramy oraz zdjęcia udające te zrobione w budce fotograficznej. Do bazy albumu użyłam papierów ze sklepu scrapuj.pl (głównie My Mind's Eye - Be Amazing oraz Color Hills - Lazy Moments). Na okładkę użyłam białą tekturę, materiału z Ikei oraz markera do tkanin. Do ozdabiania stron wykorzystałam taśmy papierowe - washi tapes oraz naklejki z literami i inne dodatki (widoczne na zdjęciu).Na koniec standard, bez którego nie obyłoby się nigdy - podkładka do cięcia, linijka, nożyk do tapet, klej w sztyfcie, klej Magic i nożyczki :)
PRZYGOTOWANIE BAZY
Poprzednie albumy składałam jako swobodne kartki z dziurkami (można je znaleźć pod tym tagiem) tym razem chciałam uzyskać bardziej smukły i delikatny efekt. Duże papiery do scrapbookingu (30 cm x 30 cm) pocięłam na pół a następnie zgięłam w połowie. Na każdej karcie na zagięciu wyznaczyłam sobie miejsce na 4 dziury potrzebne do zszycia albumu - zdjęcie poniżej.
Nie jestem jakimś mistrzem introligatorstwa - w zasadzie to był mój pierwszy raz kiedy "szyłam książkę" ale chciałam przedstawić wam swoją metodę na złożenie takiego albumu. W kminieniu pomogły mi zdjęcia z Google oraz doświadczenie taty, któremu czasem zdarza się złożyć lub naprawić książkę/zeszyt. Przygotowałam prostą grafikę instruującą zasadę zszywania. Żółta kartka jest pierwszą kartką, od której zaczyna się wszystko. Mam nadzieję, że grafika jest czytelna :)
Uwaga! Podczas zszywania bazy nie róbmy tego od razu na ścisk, ponieważ po wklejeniu wszystkiego co przygotowaliśmy do albumu może się on rozszerzyć nawet dwukrotnie. Moim pro tipem jest wsadzenie przygotowanych zdjęć do środka pomiędzy kartki aby móc określić grubość końcową i dopiero wtedy zszycie na ścisk.
OKŁADKA
Przygotowując album powinniśmy pamiętać, że pierwszą i ostatnią stronię przyklejamy do okładki. Naprawdę dobrze i profesjonalnie wygląda nasza praca jeżeli 2 i 3 stronę oraz 2 i 3 od końca stronę zostawimy pustą (tak jak w książkach) - widać to poniżej.
Z tektury wycięłam dwa prostokąty rozmiarem odpowiadające moim kartkom. Przyłożyłam je z jednej i drugiej strony albumu następnie prowizorycznie owinęłam to wszystko materiałem, żeby wiedzieć ile mniej więcej muszę go wyciąć. Pilnując żeby materiał się nie przesuwał rozkładamy z powrotem album i wyciągamy zszytą część - dzięki temu wiemy w którym miejscu należy przykleić tekturki. Wystający materiał zakładamy. (Polecam ściąć rogi żeby nie zakładało się aż tak dużo warstw - ja tego nie zrobiłam :( )
Sklejoną okładkę przyklejamy następnie do zewnętrznej karty (pierwszej i ostatniej) albumu. Pilnujemy, żeby klej rozprowadził się równomiernie. Przyciskamy nasz album ciężkimi książkami i pozostawiamy do całkowitego wyschnięcia kleju.
Teraz pozostaje nam tylko uzupełnić album zdjęciami i innymi drobiazgami jeżeli nie zrobiliśmy tego wcześniej. I koniec! Zrobiliśmy nasz własnoręczny album ze zdjęciami! :)
Poniżej kilka zdjęć z wnętrza albumu.
No i przebiliśmy się przez jednego z dłuższych postów w mojej karierze blogowania :p Mam nadzieję, że może komuś pomogłam albo zachęciłam do wykonania swojego albumu. Jest to też bardzo dobry pomysł na prezent dla jakiejś bliskiej nam osoby.
Proszę dajcie mi znać w komentarzach czy tutorial był czytelny - w szczególności te schematy :p Cały czas uczę się jak dobrze przekazywać to co chcę wytłumaczyć. Staram się stosować różne formy - zdjęcia, rysunki, grafiki, nawet jeden filmik mam już na swoim koncie i mam nadzieję, że będzie mi to wychodzić coraz lepiej. C:
Ufff... wreszcie koniec. Pisałam tego posta chyba z 2 tygodnie, bo ciągle coś mi przeszkadzało. :c Na koniec zostawiam was z moją najświeższą zajawką, która ostatnio nie opuszcza mnie ani na krok. Swingu i electro swingu mogę ostatnio słuchać dniami i nocami.
No to papa! Do zobaczenia za niedługo, obiecuję ;)