W życiu zapracowanego studenta, gdzieś pomiędzy pracą na 2/5 etatu i trzema ogromnymi projektami na uczelni, czasem pojawia się wyjazd harcerski. Chwila odpoczynku w gronie znajomych... przy gitarach w schronisku... gdzieś między górami. Nim jednak nadejdzie taki błogi weekend trzeba się nieźle spiąć i przygotować ekipą zadanie przedzlotowe. Grupa zbiera się razem w kawiarni i musi stworzyć odpowiedź na zadanie. Mieliśmy przygotować komiks/fotostory, który jest odpowiedzią na pytanie "Czemu Pędzisz?" Jednak jeżeli trzeba wykonać komiks to team work piękne założenie ale ktoś te rysunki zrobić musi.
Tak oto musiałam oderwać się na trzy popołudnia od rzutów, przekrojów i analiz aby dać się porwać w szalony wir przygód kilku zapracowanych alpak. Postanowiliśmy połączyć zdjęcia z rysunkami aby urozmaicić naszą prezentację. Nim zdradzę za dużo zobaczcie efekt końcowy naszej pracy a następnie poopowiadam trochę o kulisach.
Wszystko zaczęło się od burzy mózgów. To znaczy najpierw kawy, ale od razu potem była burza mózgów. Najważniejsze to pamiętać, że nie ma złych pomysłów. Nasz komiks nie powstałby gdybyśmy nie rozłożyli tematu na czynniki pierwsze i nie spróbowali potraktować tego tematu bardziej "politechnicznie".
Następnie powinien pojawić się ogólny zarys wizji ("ej mam pluszaka alpakę, niech będzie wykładowcą!" "Alpaki, totalnie alpaki!") oraz scenariusz i/lub scenorys (storyboard). U nas kawa dała nam tylko kopa na narysowanie wstępnych kadrów. Przy wspólnym tworzeniu taka opcja jest najprostsza. Nie trzeba ładnych rysunków tylko szkice, w których zawiera się pomysł. I tak naprawdę te śmieszne rysunki poniżej a efekt ostateczny nie różnią się w zamyśle prawie niczym.
Zadowoleni wróciliśmy do domów i teraz pozostała już tylko pora na rzemiosło. Przygotowaliśmy rekwizyty i wykonaliśmy fotografie pluszaka w różnych pozach (jak widać poniżej parapet akademika idealnie nadaje się na alpakowe sesje). Kolega wyciął tło z każdego zdjęcia dzięki czemu można było wkomponować postacie w odpowiednie otoczenie.
Moim ulubionym kadrem z całego komiksu jest morze zdziwionych alpak. Człowiek siedzi przed komputerem późnym wieczorem, wkleja jedną alpakę za drugą i zastanawia się... co ja w ogóle robię ze swoim życiem?!
Same rysunki to już łatwizna. Szkic, lineart cienkopisami i kolor kredką, żeby trochę ożywić kadry. Dużą zabawę sprawiało mi wplatanie w każdy rysunek zabawnych elementów albo innych easter eggów (przyjrzyjcie się uważnie kołdrze - to chyba moja ulubiona).
Zostawiam was z alpaką pełną miłości do bliźniego i spokojem wewnętrznym. Lecę dalej do smutnych obowiązków dnia codziennego studenta studiów magisterskich (yay, w międzyczasie jak mnie nie było na blogu to udało mi się otrzymać tytuł inżyniera architekta!). Na sam koniec łapcie jeszcze piosenkę, która dzięki radiowej Trójce nie potrafi opuścić mojej głowy.
Ahoj! Jak tam minęły wakacje? :) U mnie całkiem nieźle. W zasadzie połowę wakacji spędziłam pod namiotem - obóz harcerski oraz tygodniowy wyjazd rodzinny na Podlasie (rety jak tam jest pięknie!). Właśnie ten drugi wyjazd zainspirował mnie do dzisiejszego posta ... zaczynamy! :) (rety jak ja dawno nie pisałam nic tutaj, aż trochę się stresuję)
Pewnie nie wiecie ale jestem wielkim miłośnikiem pocztówek. Od drugiej liceum zbieram i zachowuję wszelkie możliwe pocztówki - widokówki, które wpadną mi w ręce. Często też marudzę rodzicom, znajomym i chłopakowi, żeby jak gdzieś są to przywieźli mi chociaż jedną widokówkę. Dodatkowo pochodzę z rodziny z tradycjami wysyłania kartek i pocztówek na wszystkie okazje jakie natrafiają się w ciągu roku. Często po wakacjach wracam do domu ze stosikiem kartek "dla mnie" i "dla przyjaciół do rozdania".
W tym roku mój stosik jest wyjątkowo duży (a i tak parę kartek już wysłałam podczas wyjazdu). Dla przyjaciółek starałam się zrobić coś ekstra specjalnego ... właśnie dlatego postanowiłam zrobić swoje własne pocztówki akwarelowe.
Jakiś czas przed wyjazdem miałam kolanowy zabieg co przykuło mnie do stołu na kilka dni dzięki czemu wyciągnęłam taty akwarele i poświęciłam całe dwa dni na zabawę. Akwarele wciągnęły mnie maksa dlatego pakując się na wyjazd pod namiot postanowiłam zabrać ze sobą kredki wodne, pędzle i specjalny grubszy blok do akwareli.
W ciągu dnia fotografowałam wszystko możliwe co się da - zarówno aparatem jak i telefonem (szerszy kąt miałam w telefonie niż w aparacie, tak to jest jak się zostawia obiektyw kitowy w domu a ze sobą bierze tylko portretówkę i teleobiektyw). Kiedy mieliśmy chwilę przerwy wyciągałam blok i szkicowałam ze zdjęcia. Czasami też kolorowałam już w ciągu dnia, żeby wieczorem po kolacji móc nalać sobie do kubeczka wody i za pomocą mokrego pędzla rozmywać pigment po kartce.
Na zdjęciu powyżej widać meczet w Kruszynianach. Niestety dotarliśmy do niego późnym popołudniem i słońce nie było już od tej strony co bym sobie zapragnęła. Poprawić oświetlenie udało mi się jednak na rysunku :)
Pro tip: Przed rozpoczęciem rysowania zaznaczcie sobie delikatnie ołówkiem obrys koperty. Tej kartki niestety nie udało mi się wysłać ponieważ wymiary ustawiłam sobie na oko i przeliczyłam się - kartka wyszła za szeroka i nie zmieściła się do żadnej koperty. Będę musiała dostarczyć ją ręcznie.
Ta kartka była malowana z pamięci i bez problemu weszła w kopertę toteż albo pędzi z pocztą przez Polskę albo leży już szczęśliwie u przyjaciółki (nie dała znać, więc nie wiem :p)
Pro tip 2: uważajcie w jaki sposób kolorujecie - kreski postawione już na papierze pomimo rozpuszczenia pigmentu w wodzie są widoczne i nie da się ich rozmyć do końca. Może to być zarówno wada jak i zaleta. Dzięki temu z łatwością pokazałam deski w meczecie. Problem zaczyna się przy miękkich powierzchniach bez krawędzi, np. niebo. Z tym problemem poradziłam sobie rysując mocną niebieską kreskę i rozmywam ją w dół - wygląda to bardzo naturalnie.
Pro tip 2.1: Kiedy chcemy uzyskać bardzo delikatne plamy bez krawędzi z kredki namoczony pędzel przykładamy bezpośrednio do rysika kredki, rozpuszczamy odrobinę farby i malujemy jak akwarelą. Uwaga: po takim zabiegu rysować ponownie kredką można dopiero po dokładnym wyschnięciu jej i zatemperowaniu.
O kartkach to by było na tyle. Mam nadzieję, że kogoś zainspirowałam i spróbuje swoich sił na najbliższym wyjeździe - weekendy zapowiadają się ładne póki co więc zwiedzajmy i podróżujmy ile się da! Poniżej podrzucam Wam jeszcze zajawkę z mojej dwudniowej randki z pędzlem, wodą i farbami, oraz kilka zdjęć z Białowieży. Gorąco polecam się tam wybrać!
Ostatnio cudowny głos MØ nie chce wyjść z mojej głowy dlatego zarażam również Was. Trzymajcie się ciepło i łapcie ostatnie chwile lata! :)
Ahoj! Koniec karnawału zbliża się wielkimi krokami a na blogu nie pojawił się żaden przebraniowy tutorial, hańba! Całe szczęście do "Śledzika" jeszcze zostały tak... z dwa dni. ;) Dlatego dzisiaj przybywam z krótką instrukcją jak wykonać proste maski karnawałowe.
W tym roku na Wielkim Balu Architekta obowiązującym tematem przebrań był "Disney". Trochę rozmyślałam nad przebraniem dla pary żeby jednak było oryginalne. I tak od razu odpadły wszystkie księżniczki i postacie
z najnowszych bajek. Zrobiłam przegląd przez ulubione bajki z dzieciństwa i doszłam do wniosku, że poza "Mulan" największą miłością darzę "Księgę Dżungli". Mieliśmy ten film na kasecie VHS i do tej pory jesteśmy w stanie cytować fragmenty filmu (żeby nie powiedzieć, że dialog sępów "- No to co robimy? - Nie wiem, a co byś chciał?" jest wykorzystywany u nas w domu regularnie). Wybór postaci był już prosty. Musiałam być misiem Baloo - to jest przecież oczywiste. A żeby mój partner nie biegał po parkiecie tylko z przewiązką na biodrach to zamiast Mowgliego przebrał się za panterę Bagheerę.
W dniu balu godzinę przed imprezą poszłam do kolegów w akademiku żeby zaprezentować im się w stroju
i (o zgrozo!) każdy pytał się mnie za kogo się przebrałam. "Miś Baloo?! Ktoo?!" Załamana odbiorem postanowiłam na szybko jeszcze wykonać maski z twarzami naszych bohaterów. Dwie maski zajęły mi mniej więcej godzinę więc myślę, że Wam też nie powinno to zająć więcej ;)
Ok. No to bierzemy się do roboty!
Przybory:
- brystole w kolorach twarzy naszego bohatera (u mnie: biała kartka, brystol szary, ciemnoszary, czarny i bordowy)
- nożyczki
- klej
- kalka techniczna
- miękki ołówek
- flamaster (u mnie: czarny i żółty)
- zszywacz
- wydruk twarzy naszego bohatera
1) W internecie wyszukujemy odpowiadający nam rysunek/zdjęcie/zrzutę z filmu przedstawiającą twarz postaci, której maskę chcemy wykonać. Nie przejmujcie się wielkością, możne być naprawdę małe.
2) Podciągamy trochę kontrast obrazka ale nie jest to aż tak wymagane.
3) Drukujemy obrazek dopasowując go tak, żeby twarz zajmowała całą kartkę A4. Można wydrukować na czarno-biało, nie ma to różnicy.
4) Przykładamy kalkę do wydruku i obrysowujemy tylko zewnętrzny kształt twarzy. Jeżeli nie mamy kalki wystarczy wyciąć obrys twarzy. Przenosimy obrys na brystol koloru dominującego/podstawowego na twarzy naszej postaci. (U mnie był to czarny w przypadku Bagheery, i ciemno szary w przypadku Baloo).
5) Następnie obrysowujemy/wycinamy obrys pyszczka, oczu, i innych elementów występujących na twarzy naszej postaci. U Bagheery przypomniało mi się, ze ma ona żółte oczy dlatego z braku żółtej kartki pomalowałam białą promarkerem na żółto.
6) Kalkujemy szczegóły twarzy takie jak wąsy, posadowienie oczy, dodatkowe kreski i sklejamy całość.
7) Czarnym markerem poprawiamy przekalkowane szczegóły wymienione we wcześniejszym punkcie.
7) Z któregoś brystolu, który nam pozostał wycinamy długi pasek papieru, oplatamy nim głowę i zszywamy tak, żeby trzymał się nam na czole i nie zlatywał niżej.
8) Zszywamy/sklejamy maskę z paskiem na czoło.
Maskę mamy skończoną! Dajcie znać jak wam się podoba propozycja no i pochwalcie się za co przebieraliście się w tym roku na balach karnawałowych! ;)
Życzę udanych ostatków, wybawcie się dobrze! Ja tym czasem wracam do sesji i pozostawiam was z moją jedną z ulubionych piosenek z "Księgi Dżungli" (Hitem jest dla mnie "I Wanna Be Like You" ale "The Bare Necessities" bardziej pasuje do dzisiejszego tematu).
Ahoj! Jak dajecie sobie radę z jesienią? U nas ostatnio ciągle pada i jest zimno. Ciśnienie jest niskie co sprawia, że najchętniej leżałabym cały czas w łóżku ... (a zajęcia na 8:15, brrrrr...). W taki właśnie kolejny bury dzień przybywam do was z moim albumem wykonanym gdzieś pomiędzy jednym autocadowaniem a drugim w czasie wakacji (nie polecam zostawiać sobie projektów na wrzesień, naprawdę nie polecam).
Tego lata udało się nam zaatakować polskie morze. Pomimo temperatury wody naprawdę lubię nasz Bałtyk C: Ten szum fal ... śliczny piasek... miliony muszelek i jak wszędzie dobre kebaby. (Będąc cały tydzień nad morzem nie jedliśmy rybki ani razu ze względu na studencki, ograniczony budżet)
MATERIAŁY
W albumach fotograficznych oczywiście podstawą są zdjęciaoraz wszelkie drobne pamiątki, bilety, kartki itd. (w szczególności jeżeli nasza praca ma dotyczyć jakiegoś wydarzenia / podróży). Dla mnie podstawowymi elementami były fotografie wydrukowane w sklepie fotograficznym 10x15 cm oraz mniejsze przygotowane na komputerze w formie pdf'a i wydrukowane na domowej drukarce. Dzięki temu mogłam przygotować rozkładane panoramy oraz zdjęcia udające te zrobione w budce fotograficznej. Do bazy albumu użyłam papierów ze sklepu scrapuj.pl (głównie My Mind's Eye - Be Amazing oraz Color Hills - Lazy Moments). Na okładkę użyłam białą tekturę, materiału z Ikei oraz markera do tkanin. Do ozdabiania stron wykorzystałam taśmy papierowe - washi tapes oraz naklejki z literami i inne dodatki (widoczne na zdjęciu).Na koniec standard, bez którego nie obyłoby się nigdy - podkładka do cięcia, linijka, nożyk do tapet, klej w sztyfcie, klej Magic i nożyczki :)
PRZYGOTOWANIE BAZY
Poprzednie albumy składałam jako swobodne kartki z dziurkami (można je znaleźć pod tym tagiem) tym razem chciałam uzyskać bardziej smukły i delikatny efekt. Duże papiery do scrapbookingu (30 cm x 30 cm) pocięłam na pół a następnie zgięłam w połowie. Na każdej karcie na zagięciu wyznaczyłam sobie miejsce na 4 dziury potrzebne do zszycia albumu - zdjęcie poniżej.
Nie jestem jakimś mistrzem introligatorstwa - w zasadzie to był mój pierwszy raz kiedy "szyłam książkę" ale chciałam przedstawić wam swoją metodę na złożenie takiego albumu. W kminieniu pomogły mi zdjęcia z Google oraz doświadczenie taty, któremu czasem zdarza się złożyć lub naprawić książkę/zeszyt. Przygotowałam prostą grafikę instruującą zasadę zszywania. Żółta kartka jest pierwszą kartką, od której zaczyna się wszystko. Mam nadzieję, że grafika jest czytelna :)
Uwaga! Podczas zszywania bazy nie róbmy tego od razu na ścisk, ponieważ po wklejeniu wszystkiego co przygotowaliśmy do albumu może się on rozszerzyć nawet dwukrotnie. Moim pro tipem jest wsadzenie przygotowanych zdjęć do środka pomiędzy kartki aby móc określić grubość końcową i dopiero wtedy zszycie na ścisk.
OKŁADKA
Przygotowując album powinniśmy pamiętać, że pierwszą i ostatnią stronię przyklejamy do okładki. Naprawdę dobrze i profesjonalnie wygląda nasza praca jeżeli 2 i 3 stronę oraz 2 i 3 od końca stronę zostawimy pustą (tak jak w książkach) - widać to poniżej.
Z tektury wycięłam dwa prostokąty rozmiarem odpowiadające moim kartkom. Przyłożyłam je z jednej i drugiej strony albumu następnie prowizorycznie owinęłam to wszystko materiałem, żeby wiedzieć ile mniej więcej muszę go wyciąć. Pilnując żeby materiał się nie przesuwał rozkładamy z powrotem album i wyciągamy zszytą część - dzięki temu wiemy w którym miejscu należy przykleić tekturki. Wystający materiał zakładamy. (Polecam ściąć rogi żeby nie zakładało się aż tak dużo warstw - ja tego nie zrobiłam :( )
Sklejoną okładkę przyklejamy następnie do zewnętrznej karty (pierwszej i ostatniej) albumu. Pilnujemy, żeby klej rozprowadził się równomiernie. Przyciskamy nasz album ciężkimi książkami i pozostawiamy do całkowitego wyschnięcia kleju.
Teraz pozostaje nam tylko uzupełnić album zdjęciami i innymi drobiazgami jeżeli nie zrobiliśmy tego wcześniej. I koniec! Zrobiliśmy nasz własnoręczny album ze zdjęciami! :)
Poniżej kilka zdjęć z wnętrza albumu.
No i przebiliśmy się przez jednego z dłuższych postów w mojej karierze blogowania :p Mam nadzieję, że może komuś pomogłam albo zachęciłam do wykonania swojego albumu. Jest to też bardzo dobry pomysł na prezent dla jakiejś bliskiej nam osoby.
Proszę dajcie mi znać w komentarzach czy tutorial był czytelny - w szczególności te schematy :p Cały czas uczę się jak dobrze przekazywać to co chcę wytłumaczyć. Staram się stosować różne formy - zdjęcia, rysunki, grafiki, nawet jeden filmik mam już na swoim koncie i mam nadzieję, że będzie mi to wychodzić coraz lepiej. C:
Ufff... wreszcie koniec. Pisałam tego posta chyba z 2 tygodnie, bo ciągle coś mi przeszkadzało. :c Na koniec zostawiam was z moją najświeższą zajawką, która ostatnio nie opuszcza mnie ani na krok. Swingu i electro swingu mogę ostatnio słuchać dniami i nocami.
No to papa! Do zobaczenia za niedługo, obiecuję ;)
Ahoj! Jak tam wakacje mijają? Niektórym się właśnie kończą, inni mają jeszcze miesiąc laby, a jeszcze inni (np. jak ja) mają niby jeszcze miesiąc ale pod znakiem wrześniowych poprawek. Jednak jak to niektórzy mawiają - co to za student bez kampanii wrześniowej?!
Dzisiaj zgodnie z facebookową zapowiedzią drugi wpis z serii okładkowej. (Póki co drugi i ostatni) Tym razem rzecz znacznie trudniejsza - mózg. Przed rozpoczęciem nie spodziewałam się, że to będzie naprawdę aż takie ciężkie do odwzorowania!
Materiały:
- biała i szara tektura
- kalka techniczna (np. z Cansona - sprzedają w blokach w każdym supermarkecie)
- ołówek
- nożyczki duże i małe (mogą być nawet do paznokci żeby wyciąć drobne elementy)
- klej Magic (z wąską końcówką)
- nożyk do tapet
- linijka
- czarny mazak
- farby akrylowe
Robiąc okładkę w akademiku nie miałam jeszcze drukarki dlatego całość musiałam narysować na kartce - powyżej po prawej stronie widać projekt. Następnie przekalkowywałam warstwami od jak największych do jak najmniejszych elementów. Ostatecznie wycięłam 3 warstw. Kalkę ze wzorami do wycięcia widać poniżej na zdjęciu.
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że wycinanie tych rowków będzie takie męczące i czasochłonne. Nawet biała tektura, która naprawdę super się tnie, nie pomagała i trochę mi zeszło samego wycinania.
Dla lepszego efektu na każdą część nałożyłam klej żeby jeszcze lepiej odwzorować fałdy mózgu. Tak samo jak w poprzednim projekcie nałożyłam klej odwzorowując ciernie oraz zrobiłam opaskę wzdłuż brzegów kartonu. Ten wzór był trochę krótszy więc wypełniłam wolne miejsce zawijasami.
Teraz czas na schnięcie!W międzyczasie postanowiłam wypełnić te najgłębsze miejsca czarnym mazakiem, żeby jeszcze bardziej (po raz kolejny) dodać głębi. Tym razem mogłam spokojnie dać temu czas na wyschnięcie i za malowanie wzięłam się dopiero następnego dnia wieczorem.
Podczas malowania znów pierwsze skrzypce grała farba złota (kupiona swoją drogą w Lidlu za śmieszne pieniądze a kocham ją bardzo). Reszta to już tylko mieszanie barw, nakładanie, czekanie, znów mieszanie, znów nakładanie i po raz kolejny czekanie... i tak w kółko do uzyskania zadowalającego efektu. Niestety jak się okazało nie miałam aż tak dużo czasu i nie udało mi się ustrzelić żadnego zdjęcia z okresu malowania... dlatego poniżej od razu efekt końcowy. ;)
Proszę trzymajcie za mnie kciuki teraz we wrześniu, bo wisi nade mną projekt do oddania a wiadomo jaka jest produktywność w czasie wakacji ... i to jeszcze przy takiej cudownej pogodzie :c
Póki co żegnam się z wami ale już w następnym poście krok po kroku jak narysować średniowieczne miasteczko czyli strona tytułowa komiksu fantasy ;) Na pożegnanie znowu człowiek - panda. c:
Ahoj! Jak już wspominałam w grudniu odbył się XXI Wielki Bal Architekta "Lata 70' 80' 90' ". Dla nie wtajemniczonych jest to bal przebierańców, na który wybrałam strój brytyjskich punków z lat 70'. Miałam trochę problemów z butami ze względu na chore kolano - obuwie musiało być lekkie i całkowicie płaskie dlatego wszelkie czarne, skórzane buciory oraz te lżejsze ale na obcasie (czarne sznurowane oficerki ale jednak mniej niż bardziej płaskie) odpadały.
Cóż więc zrobić? Pierwsze co przyszło mi na myśl to trampki a skoro nie miałam żadnych poprosiłam mamę o zakup. (Tak naprawdę to kilka tygodni szukałyśmy najtańszych trampek, w których będzie dało się w ogóle chodzić ale w sezonie jesienno zimowym lekkiego obuwia jak na lekarstwo) W końcu dostałam trampki, które miały być dla siostry ale okazały się dla niej za małe - w kolorze białym!
Kiedy myślę o zespole Sex Pistols od razu nasuwa mi się ten ich charakterystyczny napis żółto-różowy lub czarno-biały oraz flaga Wielkiej Brytanii(tu też). Jak widać wybór był naprawdę prosty... tak samo jak znalezienie szablonu (;
Tym razem żadnego szablonu! Jedyne czego potrzebujemy to dwa mazaki do tkanin - czerwony i niebieski. Ja użyłam swoich Sharpie do tekstyliów. Patrzymy na flagę i przerysowujemy na buta ;) Polecam kolejność jaką ja użyłam czyli najpierw duży czerwony krzyż, następnie 4 małe skośne paski i granatowy dopiero na koniec (za każdym razem jako pierwszy malujemy kontur a dopiero potem wypełniamy).
Wypełnienie wcale nie musi być idealne z dwóch powodów 1) taki jest urok handmade'u, gdyby było zbyt idealnie nikt by nam nie uwierzył, że to ręczna robota 2) są to buty czyli coś na co patrzymy z oddalenia, jako na dodatek a nie z odległości 20 - 30 cm.
Resztę przebrania pokażę jak zrobię dobre zdjęcia (przed balem nie miałam czasu, bo fryzura, make-up itd a zdjęcia już z samego balu niewiele pokazują z mojego stroju). Czekam teraz aż kolano się zagoi do końca i słońce pozwoli na chodzenie w krótkich spódniczkach (może być wiosna a co tam :p ).
Póki co zostawiam was z Sex Pistolsami i idę robić rzeczy... wszelakie. ;)
Hej! Dzisiaj kolejna historia tym razem dotycząca bluzy kupionej w zeszłe wakacje w SH za całą złotówkę! Bardzo długo zastanawiałam się co mogłabym z tego zrobić... co miesiąc nowy pomysł dlatego nigdy nie potrafiłam się zdecydować. Na dodatek największym problemem był istniejący już nadruk auta z napisem i smokiem. Bluza - widok oryginalny poniżej.
W ostatnim tygodniu w ramach przygotowania do Wielkiego balu Architekta (temat: Lata 70' 80' 90') zbierałam punkowe inspiracje (dla zainteresowanych można je obejrzeć tutaj). Potem moje surfowanie po internecie zeszło na punkowo-alternatywno-creepy-gotyckie ilustracje (zakochałam się w tym). I wtedy nagle myślę - "Hej! A czemu by nie zrobić czegoś podobnego?!"
Tym razem jednak zadanie było utrudnione ze względu na kolor bluzy - na szarym w ogóle nie odbijał się ołówek, dlatego ten projekt był wykonany bardzo "na czuja".
Materiały:
- bluza
- zdjęcie szkieletu (np. ten)
- mazaki do tkanin - czarny i jasnobłękitny
Przebieg: 1. Czarnym mazakiem namalowałam dziury naokoło auta. Malowałam je jednak stopniowo (cały malunek można podzielić na kilka mniejszych grup - grupy robiłam od początku do końca po kolei - widać to na pierwszym zdjęciu powyżej) 2. W środek dziur uważnie patrząc na zdjęcie szkieletu delikatnie nanosiłam szkic błękitnym mazakiem. Malując dolne żebra zaznaczyłam sobie wcześniej na bluzie gdzie u mnie się znajdują aby malunek wyglądał bardziej realistycznie. 3. Błękitny szkic poprawiam czarnym mazakiem i wypełniam puste miejsca na czarno. 4. Za pomocą błękitnego mazaka poprawiam "szkic" i zamieniam go w cieniowanie nadając szkieletowi wygląd bardziej trójwymiarowy. 5. Na koniec całość prasujemy przez szmatkę. + Żeby nie było pusto na górze domalowałam dwie różyczki na wysokości obojczyków.
Za zdjęcia bardzo dziękuję swojej młodszej siostrzyczce :* A po rogi jednorożca (to czarne co wisi na mojej szyi) zapraszam na Zombie Unicorn Jewerly.
W sobotę zaczęłam #tydzieńbezspodni także tego... trzymajcie za mnie kciuki! (Jestem wielką miłośniczką wygody i o ile naprawdę uwielbiam kupować rajstopy to chodzić w nich potem niekoniecznie)
Na koniec łapcie Rolling Stonesów i trzymajcie się do poniedziałku! ♥
PS. A co do bluzy ... to jeszcze nie koniec! Planuję szkielet pomalować na biało aby jeszcze bardziej wyróżniał się i ukrył to niefortunne auto. Prawdopodobnie dodam jeszcze kilka "dziur" na plecach oraz na rękawach... jeszcze zobaczymy ;)