Ahoj! Wiosna już się kończy to też zaczyna się sezon ślubny :) Dzisiaj chciałam Wam pokazać pierwsze tegoroczne kartki wykonane na zamówienie.
Jako bazę wykorzystałam papiery z kolekcji Lemoncraft "Nie zapomnij mnie", które to udało mi się kupić na swoim pierwszym w życiu scrapowym zlocie - Papiorzanym Combrze w Katowicach. (Tutaj powinno pojawić się kilka zdjęć ze zlotu ale byłam tak zaaferowana wszystkim innym, że nie zrobiłam ani jednego :c )
Z białą farbą wykorzystaną na kartkach wiąże się pewna anegdotka... Mieszkając to w domu, to w akademiku często zdarza mi się mieć połowę narzędzi w jednym miejscu, a drugą połowę w drugim. Niestety ciężko jest to kontrolować. I tak szczęśliwa i pełna zapału spakowałam się do akademika z papierami, już poklejonymi kwiatami, tekturkami itd. Zapomniałam na śmierć, że przecież malarstwo skończyliśmy na studiach rok wcześniej i niestety zarówno ja, jak i moi znajomi z roku nie posiadali ani skrawka białej farby akrylowej w tubce. Jednak... moi uluieni koledzy z zaprzyjaźnionego pokoju malowali swoje gniazdko pół roku wcześniej i mieli jeszcze ogromne opakowanie białej farby do ścian. W zasadzie też akryl... :p Przerzuciłam trochę na denko od słoika i poradziłam sobie jakoś. :)
Która kartka Wam się najbardziej podoba? Mi chyba najbardziej ta pierwsza. Lecę zdawać sesję, poprawiać portfolio i uzupełniać swój album kieszonkowy. :) Trzymajcie się ciepło i łapcie Fisza, który ostatnio nie chce wyjść z mojej głowy!
Ahoj! Jak pamiętacie w zeszłym roku robiłam dziwne średniowieczne okładki. Dzisiaj pokażę wam zawartość książeczki, którą przygotowałam z przyjaciółmi. Tak dokładnie to zajmiemy się komiksem, który skrywał się za tajemniczym reliefem z ludzkim mózgiem.
Czas na drobne wyjaśnienia - taka okładka może wydawać się trochę makabryczna jednak była niezbędna. Historia zaczyna się jakieś 6-7 lat temu kiedy to z dwiema przyjaciółkami (zainspirowane innymi znajomymi) postanowiłyśmy "stać się jednością" i każda z nas ma przypisany inny element ludzkiego ciała. I tak oto najmłodsza kompanka stała się naszym mózgiem. Przez lata się rozwijała a w liceum trafiła do klasy mat-fiz gdzie dzielnie walczyła z matematyką. Tak docieramy do kwietnia 2015 roku, gdzie solenizantka szykuje się do matur i rozszerzonej matmy. Jakiż inny komiks moglibyśmy stworzyć niż ten o ciężkiej walce z zadaniami?! ;)
Tym razem do naszego urodzinowo-komiksowego teamu (Michał i ja) dołączyła wcześniejsza solenizantka (która dostała komiks ze Średniowiecznym Miasteczkiem oraz zrobiła grafikę nagłówkową na tego bloga). Mam nadzieję, że nasza wspólna praca spodoba się Wam. :)
Tego najbardziej rozkosznego Zorda zaprojektowała i narysowała nasza wcześniej już wspominana bardzo zdolna Jomar. Cały projekt komiksowy wspominam bardzo dobrze i mam nadzieję, że uda nam się wspólnie jeszcze kiedyś coś stworzyć. Co prawda prezent trafił do solenizantki 2 miesiące po dniu urodzin ale prezent naprawdę się spodobał obdarowanej.
Na koniec pozostawiam Was z zespołem, który odkryłam dopiero kilka tygodni temu a ma przeuroczą nazwę. :) Do następnego posta!
Ahoj! Jak tam mija Wam ostatnie tchnienie zimy? U nas na śląsku jest różnie- temperatura szaleje między 0 a 10 stopniami Celsjusza. Z utęsknieniem czekam kiedy będę mogła w końcu wbić się w lżejszą kurtkę :)
Mnie życie ostatnio nie rozpieszcza i znowu byłam przybita do łóżka na jakiś czas. Jednak jak mawia przysłowie nie ma tego złego ... co by na craftowanie nie wyszło :p
Ci co obserwują mojego instagrama z pewnością zauważyli, że wpadłam w szał twórczy, co można było wywnioskować z poniższego zdjęcia. Jest to mój lutowy tydzień w pigułce. Ale po kolei ...
Co bardziej spostrzegawczy mogli zauważyć w zeszłym roku, że miałam operację na kolano. Niestety czasem tak bywa, że jedna operacja nie starcza więc w tym roku miała drugą. Nauczona już ostatnimi doświadczeniami uznałam, że jak znowu będę musiała korzystać z laptopa stojącego obok łóżka na taborecie to mnie szlag trafi od tego wykręcania się. Zapytałam więc mojego chłopaka czy nie byłby mi wstanie sklecić takiego stoliczka kawowego do postawienia na łóżeczko żebym mogła swobodnie korzystać ze swojego sprzętu. W międzyczasie umówiliśmy się, że zrobię dla jego kobiet w rodzinie kartki z okazji 8 marca. W końcu jakoś tak wyszło, że te kartki były jakby opłatą za wykonany stolik. No ale powiedzcie sami czy nie jest on śliczny?! c:
Okazuje się, że stolik do robienia kartek jest naprawdę idealny. Jak już dostałam taki cudowny mebelek to nie pozostało mi nic innego jak wziąć się do roboty! ;)
Na wstępie chciałam zaznaczyć, że tworząc różyczki korzystałam z tego cudownego tutorialu. Użyte papiery to zestaw K and Company - Blue Awning Collection oraz We R Memory Keepers - Wildflower (no i zestaw papierów kupionych miliony lat temu w Empiku, które nie mam zielonego pojęcia jak się nazywały). Do napisów wykorzystałam font Debby.
Pierwsze dwie kartki są raczej klasyczne. Moje kartki wychodzą mi coraz to lepsze i bogate ale do moich kartkowych guru jeszcze trochę mi brakuje. Tutaj nie używałam żadnych mgiełek ani tuszy głównie dlatego, że jednak mój stolik niestety ma pewne ograniczenia wielkościowe no i nie chciałam go zabrudzić!
Kolejne dwie kartki są już zdecydowanie mniej klasyczne i bardziej kolorowe dlatego były przeznaczone dla sióstr mojego zleceniodawcy :p W kolekcji Wildflower zakochałam się bez pamięci. Kompletnie przepadłam. Już żałuję, że nie kupiłam ich więcej. No ale sami przyznajcie ... te motylki na pierwszej kartce i kwiatki na drugiej ... cudo!
Jak już rozłożyłam się z całym sprzętem kartkowym przyjęłam też rodzinne zlecenia. Urodziny babci? Nie ma problemu. Kartka wielkanocna? Już robię! ;)
Tym razem chciałam jednak trochę poszaleć, bo pearl misty mam od bardzo dawna a prawie w ogóle ich nie używam. Znalazłam plastikowy pojemnik na kwiaty i do niego trochę napsikałam swoją czerwoną mgiełką. Wycięte wcześniej kształty pomoczyłam krawędziami w mgiełce a następnie potraktowałam wodą. Dzięki temu uzyskałam delikatny gradient. Efekt bardzo mi się podoba ale oceńcie sami :)
Ostatnia kartka to wielkanocna zabawa w wycinanie listķów nożyczkami i jajek puncherem.
Na dziś to już wszystkie moje kartki. Mam nadzieję, że się podobają i może zainspirują Was też do zrobienia swoich.
Ten semestr zapowiada się dosyć spokojnie także mam nadzieję, że będę miała więcej czasu na prowadzenie bloga :) Póki co żegnam się i zostawiam Was z moim ukochanym coverem Get Lucky :)
Ahoj! Koniec karnawału zbliża się wielkimi krokami a na blogu nie pojawił się żaden przebraniowy tutorial, hańba! Całe szczęście do "Śledzika" jeszcze zostały tak... z dwa dni. ;) Dlatego dzisiaj przybywam z krótką instrukcją jak wykonać proste maski karnawałowe.
W tym roku na Wielkim Balu Architekta obowiązującym tematem przebrań był "Disney". Trochę rozmyślałam nad przebraniem dla pary żeby jednak było oryginalne. I tak od razu odpadły wszystkie księżniczki i postacie
z najnowszych bajek. Zrobiłam przegląd przez ulubione bajki z dzieciństwa i doszłam do wniosku, że poza "Mulan" największą miłością darzę "Księgę Dżungli". Mieliśmy ten film na kasecie VHS i do tej pory jesteśmy w stanie cytować fragmenty filmu (żeby nie powiedzieć, że dialog sępów "- No to co robimy? - Nie wiem, a co byś chciał?" jest wykorzystywany u nas w domu regularnie). Wybór postaci był już prosty. Musiałam być misiem Baloo - to jest przecież oczywiste. A żeby mój partner nie biegał po parkiecie tylko z przewiązką na biodrach to zamiast Mowgliego przebrał się za panterę Bagheerę.
W dniu balu godzinę przed imprezą poszłam do kolegów w akademiku żeby zaprezentować im się w stroju
i (o zgrozo!) każdy pytał się mnie za kogo się przebrałam. "Miś Baloo?! Ktoo?!" Załamana odbiorem postanowiłam na szybko jeszcze wykonać maski z twarzami naszych bohaterów. Dwie maski zajęły mi mniej więcej godzinę więc myślę, że Wam też nie powinno to zająć więcej ;)
Ok. No to bierzemy się do roboty!
Przybory:
- brystole w kolorach twarzy naszego bohatera (u mnie: biała kartka, brystol szary, ciemnoszary, czarny i bordowy)
- nożyczki
- klej
- kalka techniczna
- miękki ołówek
- flamaster (u mnie: czarny i żółty)
- zszywacz
- wydruk twarzy naszego bohatera
1) W internecie wyszukujemy odpowiadający nam rysunek/zdjęcie/zrzutę z filmu przedstawiającą twarz postaci, której maskę chcemy wykonać. Nie przejmujcie się wielkością, możne być naprawdę małe.
2) Podciągamy trochę kontrast obrazka ale nie jest to aż tak wymagane.
3) Drukujemy obrazek dopasowując go tak, żeby twarz zajmowała całą kartkę A4. Można wydrukować na czarno-biało, nie ma to różnicy.
4) Przykładamy kalkę do wydruku i obrysowujemy tylko zewnętrzny kształt twarzy. Jeżeli nie mamy kalki wystarczy wyciąć obrys twarzy. Przenosimy obrys na brystol koloru dominującego/podstawowego na twarzy naszej postaci. (U mnie był to czarny w przypadku Bagheery, i ciemno szary w przypadku Baloo).
5) Następnie obrysowujemy/wycinamy obrys pyszczka, oczu, i innych elementów występujących na twarzy naszej postaci. U Bagheery przypomniało mi się, ze ma ona żółte oczy dlatego z braku żółtej kartki pomalowałam białą promarkerem na żółto.
6) Kalkujemy szczegóły twarzy takie jak wąsy, posadowienie oczy, dodatkowe kreski i sklejamy całość.
7) Czarnym markerem poprawiamy przekalkowane szczegóły wymienione we wcześniejszym punkcie.
7) Z któregoś brystolu, który nam pozostał wycinamy długi pasek papieru, oplatamy nim głowę i zszywamy tak, żeby trzymał się nam na czole i nie zlatywał niżej.
8) Zszywamy/sklejamy maskę z paskiem na czoło.
Maskę mamy skończoną! Dajcie znać jak wam się podoba propozycja no i pochwalcie się za co przebieraliście się w tym roku na balach karnawałowych! ;)
Życzę udanych ostatków, wybawcie się dobrze! Ja tym czasem wracam do sesji i pozostawiam was z moją jedną z ulubionych piosenek z "Księgi Dżungli" (Hitem jest dla mnie "I Wanna Be Like You" ale "The Bare Necessities" bardziej pasuje do dzisiejszego tematu).
Ahoj! Jak dajecie sobie radę z jesienią? U nas ostatnio ciągle pada i jest zimno. Ciśnienie jest niskie co sprawia, że najchętniej leżałabym cały czas w łóżku ... (a zajęcia na 8:15, brrrrr...). W taki właśnie kolejny bury dzień przybywam do was z moim albumem wykonanym gdzieś pomiędzy jednym autocadowaniem a drugim w czasie wakacji (nie polecam zostawiać sobie projektów na wrzesień, naprawdę nie polecam).
Tego lata udało się nam zaatakować polskie morze. Pomimo temperatury wody naprawdę lubię nasz Bałtyk C: Ten szum fal ... śliczny piasek... miliony muszelek i jak wszędzie dobre kebaby. (Będąc cały tydzień nad morzem nie jedliśmy rybki ani razu ze względu na studencki, ograniczony budżet)
MATERIAŁY
W albumach fotograficznych oczywiście podstawą są zdjęciaoraz wszelkie drobne pamiątki, bilety, kartki itd. (w szczególności jeżeli nasza praca ma dotyczyć jakiegoś wydarzenia / podróży). Dla mnie podstawowymi elementami były fotografie wydrukowane w sklepie fotograficznym 10x15 cm oraz mniejsze przygotowane na komputerze w formie pdf'a i wydrukowane na domowej drukarce. Dzięki temu mogłam przygotować rozkładane panoramy oraz zdjęcia udające te zrobione w budce fotograficznej. Do bazy albumu użyłam papierów ze sklepu scrapuj.pl (głównie My Mind's Eye - Be Amazing oraz Color Hills - Lazy Moments). Na okładkę użyłam białą tekturę, materiału z Ikei oraz markera do tkanin. Do ozdabiania stron wykorzystałam taśmy papierowe - washi tapes oraz naklejki z literami i inne dodatki (widoczne na zdjęciu).Na koniec standard, bez którego nie obyłoby się nigdy - podkładka do cięcia, linijka, nożyk do tapet, klej w sztyfcie, klej Magic i nożyczki :)
PRZYGOTOWANIE BAZY
Poprzednie albumy składałam jako swobodne kartki z dziurkami (można je znaleźć pod tym tagiem) tym razem chciałam uzyskać bardziej smukły i delikatny efekt. Duże papiery do scrapbookingu (30 cm x 30 cm) pocięłam na pół a następnie zgięłam w połowie. Na każdej karcie na zagięciu wyznaczyłam sobie miejsce na 4 dziury potrzebne do zszycia albumu - zdjęcie poniżej.
Nie jestem jakimś mistrzem introligatorstwa - w zasadzie to był mój pierwszy raz kiedy "szyłam książkę" ale chciałam przedstawić wam swoją metodę na złożenie takiego albumu. W kminieniu pomogły mi zdjęcia z Google oraz doświadczenie taty, któremu czasem zdarza się złożyć lub naprawić książkę/zeszyt. Przygotowałam prostą grafikę instruującą zasadę zszywania. Żółta kartka jest pierwszą kartką, od której zaczyna się wszystko. Mam nadzieję, że grafika jest czytelna :)
Uwaga! Podczas zszywania bazy nie róbmy tego od razu na ścisk, ponieważ po wklejeniu wszystkiego co przygotowaliśmy do albumu może się on rozszerzyć nawet dwukrotnie. Moim pro tipem jest wsadzenie przygotowanych zdjęć do środka pomiędzy kartki aby móc określić grubość końcową i dopiero wtedy zszycie na ścisk.
OKŁADKA
Przygotowując album powinniśmy pamiętać, że pierwszą i ostatnią stronię przyklejamy do okładki. Naprawdę dobrze i profesjonalnie wygląda nasza praca jeżeli 2 i 3 stronę oraz 2 i 3 od końca stronę zostawimy pustą (tak jak w książkach) - widać to poniżej.
Z tektury wycięłam dwa prostokąty rozmiarem odpowiadające moim kartkom. Przyłożyłam je z jednej i drugiej strony albumu następnie prowizorycznie owinęłam to wszystko materiałem, żeby wiedzieć ile mniej więcej muszę go wyciąć. Pilnując żeby materiał się nie przesuwał rozkładamy z powrotem album i wyciągamy zszytą część - dzięki temu wiemy w którym miejscu należy przykleić tekturki. Wystający materiał zakładamy. (Polecam ściąć rogi żeby nie zakładało się aż tak dużo warstw - ja tego nie zrobiłam :( )
Sklejoną okładkę przyklejamy następnie do zewnętrznej karty (pierwszej i ostatniej) albumu. Pilnujemy, żeby klej rozprowadził się równomiernie. Przyciskamy nasz album ciężkimi książkami i pozostawiamy do całkowitego wyschnięcia kleju.
Teraz pozostaje nam tylko uzupełnić album zdjęciami i innymi drobiazgami jeżeli nie zrobiliśmy tego wcześniej. I koniec! Zrobiliśmy nasz własnoręczny album ze zdjęciami! :)
Poniżej kilka zdjęć z wnętrza albumu.
No i przebiliśmy się przez jednego z dłuższych postów w mojej karierze blogowania :p Mam nadzieję, że może komuś pomogłam albo zachęciłam do wykonania swojego albumu. Jest to też bardzo dobry pomysł na prezent dla jakiejś bliskiej nam osoby.
Proszę dajcie mi znać w komentarzach czy tutorial był czytelny - w szczególności te schematy :p Cały czas uczę się jak dobrze przekazywać to co chcę wytłumaczyć. Staram się stosować różne formy - zdjęcia, rysunki, grafiki, nawet jeden filmik mam już na swoim koncie i mam nadzieję, że będzie mi to wychodzić coraz lepiej. C:
Ufff... wreszcie koniec. Pisałam tego posta chyba z 2 tygodnie, bo ciągle coś mi przeszkadzało. :c Na koniec zostawiam was z moją najświeższą zajawką, która ostatnio nie opuszcza mnie ani na krok. Swingu i electro swingu mogę ostatnio słuchać dniami i nocami.
No to papa! Do zobaczenia za niedługo, obiecuję ;)
Ahoj! Wrzesień w pełni atakuje słońcem za oknem (oraz grypami, co jest w zasadzie dziwne) Pogoda taka piękna, że aż nie chce się siedzieć w domu. Mam jednak nadzieję, że znajdziecie czasu tyle aby usiąść przy moim blogu i poczytać moje wypociny. :)
Zgodnie z zapowiedzią po serii okładek komiksowych teraz czas na środek. Jak wcześniej pisałam, projekt przygotowywałam z Michałem dlatego pochwale się tutaj tylko swoją częścią...
Średniowieczne miasteczko... nawet sobie nie wyobrażacie jakie to jest trudne! Przecież można je znaleźć w każdej bajce, widziałam takie miliony raz i co? Z głowy ani rusz ...
Kluczem do tego typu rysunków są dobre refy (założyłam specjalnie tablicę na pintereście) oraz umiejętne posługiwanie się perspektywą. Bez bicia przyznaję, że zamek bezczelnie wzorowałam na tym zdjęciu ale czytałam ostatnio, że używanie rysunków referencyjnych to żaden wstyd i należy się do tego przyznawać. Serio, jeżeli zależy nam na jak najlepszym efekcie nie ma co bawić się w kozaczenie ;) W tym miejscu wspomnę także, że żeby uzyskać jak najdokładniejsze zbiegi używałam linijki. Na moich studiach byłby to grzech jednak dla ilustratora jest to konieczność...
Powstało miliony książek i poradników jak dobrze rysować, podstawowe zasady kompozycji itd ... zanudziłabym Was tutaj na śmierć a przecież nie o to chodzi. Powiem tylko o jednym. Było to u mnie w domu wałkowane od dzieciństwa. Słowo klucz dla każdego rysunku ... GŁĘBIA! Jakkolwiek piękny rysunek by nie był, nie ma głębi, jest do niczego. Dla tych co nie rozumieją już śpieszę z wyjaśnieniami - chodzi o wprowadzenie kilku planów w rysunku. Tutaj mamy np wyraźny pierwszy plan z kominem, następnie rząd domów i im dalej w tył tym bardziej wszystko się zlewa. Wydaje mi się, że dzięki temu rysunek wygląda jakby zapraszał nas do środka.
Rysując czułam się strasznie zestresowana a zarazem coraz to bardziej podjarana. Rzadko kiedy mam czas żeby faktycznie się przyłożyć do rysowania więc kiedy już rysuję "na serio" jestem pozytywnie zaskoczona efektem. To też stresuje coraz bardziej bo myślę tylko o tym, że to jest takie piękne a co jak w następnej kresce zepsuję wszystko doszczętnie.
Lineart wygląda całkiem w porządku więc można brać się za resztę! Szkicując zapomniałam o tytule... Chciałam, żeby był w iście bajkowym stylu. Całe szczęście na wstążkowy tytuł znalazło się miejsce więc teraz najtrudniejsze ... kolorowanie!
Wprowadzanie cieni... jak to zrobić żeby nie zepsuć. Jedna fałszywa plama i koniec, przepadło. Najważniejsze to zastanowić się, z której strony padające światło będzie najkorzystniejsze. Najlepsze jest z boku, to padające od widza wygląda nienaturalnie (jak zdjęcie zrobione lampą błyskową prosto w twarz), dla klimatu dobre jest też takie od tyłu (z zachodzącym słońcem w oddali :p )
Teraz taki mały pro tip, dla ciekawszego efektu okna po stronie "oświetlonej" zaciemniamy a po stronie "zacienionej" zostawiamy jasne. W normalnym życiu działa tak samo, wystarczy poprzyglądać się trochę. W ogóle obserwacja wszystkiego w okół nas jest ważna w pracy artysty.
Niebo celowo zostawiłam białe żeby nie mieszało się z drzewami i nie odciągało uwagi od pierwszego planu. Całość rysunku pomalowałam jednym szarym markerem używając jedynie blendera przy drzewach dla bardziej wypukłego efektu.
Na pierwszym zdjęciu widać wszystkie przybory, których użyłam podczas robienia tej pracy (poza tym blenderem, bo gdzieś się zawieruszył). Polecam używanie dwóch cienkopisów o różnych grubościach, bo daje dobre efekty (odcięcie pierwszego planu od reszty).
W ramach pozostania jeszcze na chwilę w świecie fantasy zostawiam Was z cudowną Flo. Do następnej! ;)
PS. Film widziałam tylko do pewnego momentu a potem jakiś czas później tylko końcówkę... jest na mojej liście do obejrzenia!